Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Will. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Will. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 września 2015

Od Willa do Renne

Obudziłem się w ciemnościach. Głowa okropnie mnie bolała. Nie mogłem się ruszyć, a wszystko wskazywało na to, że zwichnąłem łapę. Ale teraz liczyła się dla mnie tylko Renne. Co z nią? Czy też coś złamała? Pewnie jest głodna i zmęczona. Otworzyłem oczy. Wadera leżała skulona po drugiej stronie nory, w której się znajdywaliśmy. Na jej boku widniała paskudna rana, wciąż ociekająca krwią. Przytuliłem się do niej lekko, żeby nie sprawić jej bólu. Nie słychać było demonów, które nas wczoraj zaatakowały, ale to nie znaczyło, że jesteśmy bezpieczni. Geokinezą wydostałem nas na powierzchnię. Akurat wschodziło słońce. Mimo ran, poszedłem znaleźć pożywienie i wodę. Po godzinie upolowałem tylko dwa króliki. Wróciłem do Renne. Już się obudziła.
- Will? Gdzie jesteśmy..?
- Na powierzchni. N-nie ruszaj się - powiedziałem w chwili, gdy wilczyca miała zamiar wstać.
- Upolowałem nam coś do jedzenia. Wprawdzie to niewiele, ale zawsze lepiej, niż nic.
- D-dziękuję...
Powoli zaczęliśmy jeść.

(Renne? Przepraszam, że dopiero teraz)

wtorek, 28 lipca 2015

Od Willa do Renne



-Renne! - Zatrzymałem się i podbiegłem do mojej towarzyszki. Demon ze złotymi rogami już się nad nią pochylał. Geokinezą odepchnąłem go dalej i stworzyłem wokół mnie i wilczycy kamienny bunkier. Nie znam się dobrze na medycynie, ale wiem, które zioła pomagają na różne dolegliwości. Wtedy stałem jednak jak sparaliżowany. Nie wiedziałem, co robić. Zdołałem tylko wyszeptać - Renne, proszę, obudź się...
Wadera kaszlnęła i podniosła głowę. To była ogromna ulga.
- Will..?
- Jak się cieszę, że żyjesz... - Uśmiechnąłem się do niej słabo. Ten dzień był jednym z najbezpieczniejszych, jakie przeżyłem.
- Gdzie jesteśmy?
- W czymś w rodzaju jaskini. Stworzyłem ją po tym, jak ten demon cię zaatakował...
Byłem lekko zmieszany.
- Chodźmy stąd - powiedziałem. Kiwnęła głową i wstała. Chwiała się lekko, więc pomogłem jej zachować równowagę.
- Na pewno dasz radę iść?
- T-tak...
Stwierdziłem, że nie powinienem się kłócić i używając moich zdolności, stworzyłem tunel, który miał nas zaprowadzić w bezpieczne miejsce.

(Renne?)

środa, 1 lipca 2015

Od Willa do Renne

Nie wiem czemu, ale nagle czułem obecność wszystkich upiorów w okolicy. Było ich dokładnie siedem.
- Uważaj. Jest ich sporo - szepnąłem do Renne.
- Dobrze... - odszepnęła.
Zamknąłem oczy i postarałem się skupić. Rośliny stworzyły baldachim nad naszymi głowami.
- To nam da schronienie. Przynajmniej na jakiś czas...
Wyjrzałem na polanę, na której przebywali nasi prześladowcy. Zimny dreszcz przebiegł mi po plecach. Rozglądały się nieprzytomnie, jak duchy zmarłych. Może czegoś szukały? Sam nie wiem... Zacząłem węszyć, uważając, żeby nie zwrócić na siebie ich uwagi. Jeden z nich był większy niż pozostałe, a na rogach miał złote ozdoby. Musiał być ich szefem. Przekrzywiłem lekko głowę.
- Spójrz... - szepnąłem do Renne.
- Przewodzi nimi...
Na moim nosie usiadł motyl. Starałem się nie kichać, ale to było silniejsze ode mnie. Kichnąłem i potwory nas zdemaskowały. Kiedy rzuciły się na nas, zaczęliśmy biec przez las. Tempestas została i zajęła się kilkoma naraz, ale reszta popędziła w gęstwinę. Renne potknęła się o coś. Szybko pomogłem jej wstać, ale jeden z demonów już pochylał się nad nami. Między nim, a naszą dwójką wyrosła kamienna płyta.
- Nic ci nie jest? - spytałem. Pokręciła tylko głową. Biegliśmy dalej.

(Renne?)

czwartek, 11 czerwca 2015

Od Willa do Renne

-Co to za coś?! - krzyknąłem. Nie wiem, czy byłem bardziej zdziwiony czy przestraszony nagłym atakiem. W tamtej chwili myślałem tylko o tym, żeby ratować Renne. Zasłoniłem ją i wzniosłem ścianę ze skały przed nami.
- To demon. Jego obecność oznacza tylko jedno - kłopoty.
- Nie będę dopytywać. - odpowiedziałem przez ramię. W tym samym momencie potwór rozbił moją obronę ognistą kulą. Odłamki popchnęły mnie na wilczycę. Szybko wstałem i otrzepując się spojrzałem na nią. Czy mi się zadawało, czy ona się zarumieniła? Zrobiłem to samo, ale zachowałem zimną krew i zawołałem: - uciekaj! Szybko! - Kiedy zaczęła biec, skupiłem się i zamknąłem demona w kamiennej pułapce. Popędziłem za nią.
- Nic ci nie jest?
- Nie, chyba...
- Uff... - Odetchnąłem z ulgą. - Musimy znaleźć kogoś, kto nam pomoże. Sami nie unieszkodliwimy tego upiornego mordercy.
- Proponowałabym Tempress.
- Nie znam jej dobrze, ale skoro tak mówisz, to chodźmy do niej. - Mimo tego, że jeszcze chwilę staliśmy na krawędzi życia i śmierci, uśmiechnąłem się.

(Renne?)

piątek, 5 czerwca 2015

Od Willa do Renne

Rodzina to siła... - westchnąłem. - Szkoda, że nie znam swojej...
-Co się z nią stało? Jeśli chcesz, możesz powiedzieć...
- Kiedy byłem mały, moja matka zostawiła mnie w lesie... Nie zrobiła tego, bo mnie nie kochała, tylko po to, żeby mnie chronić... Nie wiem, dlaczego, ale na pewno miała powód. Tylko ją pamiętam... Właściwie te wspomnienia przychodzą do mnie, jak przez mgłę...
- Bardzo Ci współczuję... - Mój nastrój najwyraźniej odcisnął się znacząco na Renne.
- Ale nie sposób się smucić w tak piękny dzień. - Posłałem jej promienny uśmiech.
- To prawda. - Odpowiedziała tym samym.
- To... Berek! - Ze śmiechem pomknąłem przed siebie, ale tak, żeby wilczyca mogła mnie dogonić.
- Hej! - Pobiegła za mną.

(Renne? Wybacz, że tak krótko)

niedziela, 17 maja 2015

Od Willa do Renne

Szedłem przez las. Niby nic, drzewa, krzaki i nuda. Słońce przedzierało się przez gałęzie drzew, żeby oświetlić dno wąwozu. Zauważyłem maliny. Podszedłem bliżej i zjadłem kilka. Były słodkie i przepyszne. Nagle poczułem jakiś zapach. Był bardzo silny i postanowiłem za nim podążyć. Zacząłem biec. Zręcznym slalomem omijałem pnie, korzenie, zarośla i wszystko inne, co stało mi na drodze. Kilka minut później zatrzymałam się i przez przypadek wpadłem na coś. Nie na coś, ale na kogoś. A konkretnie na czarną waderę o błękitnych akcentami na futrze.
- Przepraszam... Nic Ci nie jest? - zapytałem.
- Chyba nie, a tobie?
- Wszystko w porządku. Przy okazji, jestem William, ale mów mi Will. - Uśmiechnąłem się.
(Renne?)