Otknelam się. Serio. Ta idiotka znowu straciła przytomność i pewnie specjalnie.
Wcale nie robiłam z siebie bohaterki tylko chciałam pomóc parabati. Głupia.
Znowu się wymądrza, jakby zjadła wszystkie rozumy...
Naprawdę, zwykle była do zniesienia, ale od jakiegoś czasu stała się strasznie zadufana w sobie.
Przestała się odzywać do innych wilków, miała gdzieś, że jej wataha upada.
Przeszył mnie ból na myśl o ich śmierci. Muszę to jakoś powstrzymać...
Bo jej chyba już nie zależy... Całe dnie spędza w swojej jaskinii mieszając jakieś eliksiry, a gdy nie starcza jej już siły, by udawać zaczyna płakać i przytulać się do poduszki jak osierocone dziecko, które nie wie już co ze sobą zrobić.
Myśli, że tego nie widzę, a ja też udaję, bo nie wiem, co jej powiedzieć...
Chyba obie czekamy na cud.
Potrząsnęłam głową ze smutkiem.
Co jeśli cudu nie będzie? Jeśli tylko czekamy na wyrok?
Krzyknęłam w desperacji.
Jeśli tylko się postaramy odbudujemy to.
Potrzebuję tylko pomocy.
(Izzy? Ktoś ? :) )
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izzy. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 10 kwietnia 2016
poniedziałek, 21 marca 2016
Od Izzy do Tene
Połączenie telepatyczne urwał się.
Wokół mnie zablyslo światło.
Gdy tylko zrozumiałam co ta idiotka zrobiła, poczułam, że obok mnie trawa pokryła się warstwa lodu.
- Jak zawsze musisz robić z siebie bohaterkę, co?! - wydarlam się na cały głos.
Coś poruszyło się w krzakach.
- Fantastyczne. - mruknęłam. - Nie dość, że ta idiotka pozbawiła sie energii, to jeszcze ściągnęła mi tu drapieżniki.
Energia wisząca nademną rozblysla mocniej, jakby chciała mnie uderzyć.
- Superasnie. - powiedziałam cicho i kulejac, wybiegłam z polany.
Energia oczywiście poleciała za mną.
- Tene, Tene, Tene... -zaczęłam do nikogo konkretnego. - Wiesz, że twoja cholerna energia na nic mi się nie przyda? Mamy inne żywioły, wiesz?- po chwili dodałam jeszcze. - Ewentualnie może spróbować mnie zabić...
-Idz sobie! No idź! Uciekaj! No juz! Papa!
Jeśli energia może tak zrobić, to ta właśnie pokazała mi język.
Mimo całej mojej złości zrozumiałam, że był to pewnego rodzaju bohaterski czyn, wiec po prostu jeknelam głośno, zapadłam się w bluszcz tracąc przytomność.
(Tene?)
Wokół mnie zablyslo światło.
Gdy tylko zrozumiałam co ta idiotka zrobiła, poczułam, że obok mnie trawa pokryła się warstwa lodu.
- Jak zawsze musisz robić z siebie bohaterkę, co?! - wydarlam się na cały głos.
Coś poruszyło się w krzakach.
- Fantastyczne. - mruknęłam. - Nie dość, że ta idiotka pozbawiła sie energii, to jeszcze ściągnęła mi tu drapieżniki.
Energia wisząca nademną rozblysla mocniej, jakby chciała mnie uderzyć.
- Superasnie. - powiedziałam cicho i kulejac, wybiegłam z polany.
Energia oczywiście poleciała za mną.
- Tene, Tene, Tene... -zaczęłam do nikogo konkretnego. - Wiesz, że twoja cholerna energia na nic mi się nie przyda? Mamy inne żywioły, wiesz?- po chwili dodałam jeszcze. - Ewentualnie może spróbować mnie zabić...
-Idz sobie! No idź! Uciekaj! No juz! Papa!
Jeśli energia może tak zrobić, to ta właśnie pokazała mi język.
Mimo całej mojej złości zrozumiałam, że był to pewnego rodzaju bohaterski czyn, wiec po prostu jeknelam głośno, zapadłam się w bluszcz tracąc przytomność.
(Tene?)
niedziela, 1 listopada 2015
Od Izzy do Tene ( Event! )
Obudził mnie piorun, a dokładniej grzmot. Burza zamieniła niebo w istne piekło. Deszcz cały czas padał, a ja nie byłam w stanie się ruszyć. Pojedyncze krople wpadaly mi we włosy, uwalniając metaliczny zapach krwi.
Poruszylam delikatnie dłonią, zyskując pewność, że nie mam w niej czucia.
Zamrugalam kolejny raz, probojac się pozbyć wody, która natretnie zasłaniala mi widok na przemoczone drzewa.
Kiedyś sądziłam, ze ból to najgorsze, co może spotkać nasze ciało. Myliłam się.
Odretwienie było o wiele gorsze. Wprawdzie mogłam ruszyć palcami, ale nie byłam ich świadoma, w środku nich tkwila jakąś niemoc wywołująca u mnie dreszcze.
Powoli zamknęłam oczy.
Zimna woda płynęła strumieniami po mojej twarzy, by za chwilę spaść na ziemie i pozwolić rosnąć wszelkim roślinom.
Była to rzecz za którą zawsze podziwialam naturę.
Ta niepewna sprawiedliwość, a raczej chłodna obojętność, bijąca od tego co od wieków daje życie.
Nie ważne czy właśnie wpadasz w depresję, masz najgorszy dzień w życiu, czy czujesz się szczęśliwa.
Deszcz i tak będzie dziś padać.
Słońce nie wyjdzie zza chmur przez godziny, nie da ci choćby promyka nadzieji.
Ale nie dlatego, że chce ci zrobić na złość. Natura nie chce ci zaszkodzić. Ani pomoc.
Jest tak... obojętna.
Nieczula.
Dopiero po kilku chwilach dotarło do mnie, że tu umrę.
Zapach krwi stawał się coraz instesywniejszy, skąd wnioskowałam, że nie dość, że wczorajsze rany się nie zasklepily, to jeszcze nadal krwawia.
-Cholera. - powiedziałam do nikogo szczególnego.
Zarejestrowałam cichutki dźwięk strumyczka, stworzonego zapewnie przez ulewa.
Po kilkunastu minutach moje kończyny wyczuły zimno.
Zapewne mruknęłabym coś w rodzaju "No w końcu jakiś postęp" , ale ta zmiana wcale nie napawala mnie optymizmem.
Wcześniej nie czułam żadnych przyziemnych potrzeb, a teraz?
Było zimno. Wręcz lodowato.
Fakt, mym żywiołem był lód, lecz najwyraźniej mój organizm był tak osłabiony, że miał gdzieś co "powinno być".
Jedną z mych ostatnich myśli był fakt, że choć zachowuje jeszcze resztki świadomości, musze wyglądać jakbym była martwa.
Zresztą -zaśmiałam się w duchu - I tak zaraz pewnie będę, jakieś drapieżniki w końcu wyczują tak intensywny zapach.
Uśmiechnęłam się obłońkanczo, rozbawiona innym, bezsensowny żartem, który mój wyczerpany do granic możliwości stworzył na jawie.
(Tene?)
Poruszylam delikatnie dłonią, zyskując pewność, że nie mam w niej czucia.
Zamrugalam kolejny raz, probojac się pozbyć wody, która natretnie zasłaniala mi widok na przemoczone drzewa.
Kiedyś sądziłam, ze ból to najgorsze, co może spotkać nasze ciało. Myliłam się.
Odretwienie było o wiele gorsze. Wprawdzie mogłam ruszyć palcami, ale nie byłam ich świadoma, w środku nich tkwila jakąś niemoc wywołująca u mnie dreszcze.
Powoli zamknęłam oczy.
Zimna woda płynęła strumieniami po mojej twarzy, by za chwilę spaść na ziemie i pozwolić rosnąć wszelkim roślinom.
Była to rzecz za którą zawsze podziwialam naturę.
Ta niepewna sprawiedliwość, a raczej chłodna obojętność, bijąca od tego co od wieków daje życie.
Nie ważne czy właśnie wpadasz w depresję, masz najgorszy dzień w życiu, czy czujesz się szczęśliwa.
Deszcz i tak będzie dziś padać.
Słońce nie wyjdzie zza chmur przez godziny, nie da ci choćby promyka nadzieji.
Ale nie dlatego, że chce ci zrobić na złość. Natura nie chce ci zaszkodzić. Ani pomoc.
Jest tak... obojętna.
Nieczula.
Dopiero po kilku chwilach dotarło do mnie, że tu umrę.
Zapach krwi stawał się coraz instesywniejszy, skąd wnioskowałam, że nie dość, że wczorajsze rany się nie zasklepily, to jeszcze nadal krwawia.
-Cholera. - powiedziałam do nikogo szczególnego.
Zarejestrowałam cichutki dźwięk strumyczka, stworzonego zapewnie przez ulewa.
Po kilkunastu minutach moje kończyny wyczuły zimno.
Zapewne mruknęłabym coś w rodzaju "No w końcu jakiś postęp" , ale ta zmiana wcale nie napawala mnie optymizmem.
Wcześniej nie czułam żadnych przyziemnych potrzeb, a teraz?
Było zimno. Wręcz lodowato.
Fakt, mym żywiołem był lód, lecz najwyraźniej mój organizm był tak osłabiony, że miał gdzieś co "powinno być".
Jedną z mych ostatnich myśli był fakt, że choć zachowuje jeszcze resztki świadomości, musze wyglądać jakbym była martwa.
Zresztą -zaśmiałam się w duchu - I tak zaraz pewnie będę, jakieś drapieżniki w końcu wyczują tak intensywny zapach.
Uśmiechnęłam się obłońkanczo, rozbawiona innym, bezsensowny żartem, który mój wyczerpany do granic możliwości stworzył na jawie.
(Tene?)
wtorek, 20 października 2015
Od Izzy do Tene (Event)
Ból był okropny.
Ale nie to było najgorsze.
Światło świeciło prosto w oczy.
Wokół mnie siedziało mnóstwo ludzi, ale widziałam tylko cienie sylwetek.
-Kim jesteś, wilku?
Odwróciłam głowę w kierunku głosu.
-Jestem... Merry.
Rozbłysło światło, a prąd przeszedł przez moje ciało.
-Nie kłam. To Ci nic nie da.
Westchnęłam i opuściłam głowę.
-Jestem Isabelle.
Ktoś z tyłu wydał zdenerwowane parsknięcie.
-Mów wszystko, głupcu.
-Jestem Isabelle, córką Lilith...
-To demon! - ktoś pisnął.
-Zamknijcie się! - wrzasnął inny głos. -Córko Lilith, wiedz, że zostaniecie zniszczeni. Wasze stado opanowała nadprzyrodzona zaraza, która już nigdy nie odpuści. A naszym zadaniem jest was wykończenie. To nasze jedyne i ostatnie ostrzeżenie. Albo sami się zabijecie, albo my to zrobimy, sto razy boleśniej.
-Już?- spytał poprzedni głos
-Tak. Jest wasza.
Mechaniczne pasy opadły, światło zgasło, a poczułam tysiące uderzeń naraz.
But trafił mnie w głowę, a czerwień pojawiła się wokół.
-Przestańcie. Ma przekazać wiadomość pozostaaa...
(Tene?)
Ale nie to było najgorsze.
Światło świeciło prosto w oczy.
Wokół mnie siedziało mnóstwo ludzi, ale widziałam tylko cienie sylwetek.
-Kim jesteś, wilku?
Odwróciłam głowę w kierunku głosu.
-Jestem... Merry.
Rozbłysło światło, a prąd przeszedł przez moje ciało.
-Nie kłam. To Ci nic nie da.
Westchnęłam i opuściłam głowę.
-Jestem Isabelle.
Ktoś z tyłu wydał zdenerwowane parsknięcie.
-Mów wszystko, głupcu.
-Jestem Isabelle, córką Lilith...
-To demon! - ktoś pisnął.
-Zamknijcie się! - wrzasnął inny głos. -Córko Lilith, wiedz, że zostaniecie zniszczeni. Wasze stado opanowała nadprzyrodzona zaraza, która już nigdy nie odpuści. A naszym zadaniem jest was wykończenie. To nasze jedyne i ostatnie ostrzeżenie. Albo sami się zabijecie, albo my to zrobimy, sto razy boleśniej.
-Już?- spytał poprzedni głos
-Tak. Jest wasza.
Mechaniczne pasy opadły, światło zgasło, a poczułam tysiące uderzeń naraz.
But trafił mnie w głowę, a czerwień pojawiła się wokół.
-Przestańcie. Ma przekazać wiadomość pozostaaa...
(Tene?)
Od Lucyfera do Izzy
Byłem nieprzytomny. Słyszałem dźwięk samochodu zastanawiało mnie czy Izz i jest bezpieczna. Nagle usłyszałem czyjeś głosy chyba to byli Łowcy . Gdy udało mi się otworzyć choć odrobinę oczy zauważyłem jedynie że jestem w samochodzie i gdzieś jechaliśmy cieszyła mnie ta myśl że Iz jest bezpieczna i woda już nie jest zatruta.
(Izz dziękuję;) pomóż reszcie jak chcesz)
(Izz dziękuję;) pomóż reszcie jak chcesz)
poniedziałek, 19 października 2015
Od Izzy do Lucyfera (Event!)
Nie wskoczyłam do rzeki, bo gdy zdałam sobie sprawę, że nie zadziała na mnie, jej przyciąganie natychmiast ustało.
I tak potrafiłam zmieniać się w człowieka, więc co może mi się stać?
Ale zaraz... Przecież Lucyfer może się przemienić.
Wciągnęłam powietrze i wskoczyłam.
Woda była całkiem ciepła.
Chłopak leżał na dnie. Był człowiekiem.
Wyciągnęłam go i rzuciłam w najbliższe krzaki.
Usłyszałam głos samochodu.
Zrozumiałam ,że muszę uciekać jak najszybciej.
Łowcy
***
Lina z żelaznymi kulami na końcu owinęła się wokół moich rąk i nóg.
Wiedziałam ,że jak mnie złapią to będzie już żadnych szans na przeżycie.
Mogłam tylko starać się utrzymać bezruch, i mieć nadzieję, że mnie nie zauważą
(Lucyfer?)
niedziela, 18 października 2015
Od Izzy do Tene (Event!)
Czułam, że nie powinnyśmy z nimi teraz walczyć.
Było ich dwóch, plus mnóstwo ognistych slugusow, których ze sobą przywieźli.
Praktycznie nie miałyśmy szans.
Ale furia była tak wielka, że nie myślałam logicznie.
I to przeze mnie to wszystko się stało.
Warknelam w dziwnej imitacji smiechu i jednych ruchem zabiłam sługę.
Ognisci rzucili się do walki.
***
Ból był okropny.
Czułam zawroty głowy i okropne mdłości.
Czułam ,ze zaraz zemdleje i stoczę na dol.
Wprawdzie była tam jakaś rzeka, ale nieprzytomna i tak nie miałabym żadnych szans.
Cieszyłam się chociaż , że odciągnełam ognistych od Tene i zdołałam przekazać ją Renne.
Płatki wokół mnie zmieniły kolor na fioletowy, co znaczyło, że są już bezpieczne.
Uśmiechnęłam się do siebie.
Skoczyć, czy zostać spaloną/porwaną/zabitą przez tych głupców szukających mnie 5 metrów dalej???
Parsknelam śmiechem, nie dbając juz o dyskrecję i skoczyłam.
Woda była zimna, a moja kostka wykręcona od zderzenia z wodą.
Umysł wyczerpany a mięśnie zdretwiałe.
Cholera.
Mogłoby być lepiej.
Ruszyłam powoli ku brzegowi.
Czułam, że rana na głowie, nie ma zamiaru się zasklepic.
Gdy już prawie zapadłam się w ciemność, poczułam czyjeś silne ramię, ciągnące mnie do powierzchni.
-Zaniosę cie na brzeg. Odpocznij. - powiedziała Eline, moja zmarła przyjaciółka.
(Tene? Sorry, że tak późno)
niedziela, 4 października 2015
Od Izzy do Lucyfera
Mój instynkt zabójcy pojawił sie kiedy nauczyłam się chodzić.
Teraz, kiedy miałam przed sobą żywe cele, krew mojej matki dala o sobie znak.
Skoczyłam na demona.
Ciemność.
***
Wokół mnie była pustka.
Gdzieś na dole moje ciało szarpane było przez demony, ale tutaj nie odczuwałam najmniejszych nawet tego skutków.
Moja dusza o czerwonawej poświadczenie, lewitowala wśród próżni.
Wokół mnie przewija się sceny z mojego życia.
Początki, anioły, które próbowały sprawić bym mogła być normalna.
A późnej demony, tortury i ta wielka nienawiść, która urosła w moim sercu.
Skulilam się, próbujac nie myśleć o przeszłości.
Zacisnelam dłoń. Zdałam sobie sprawę ,ze przyjęłam postać człowieka.
Więc to jest moja pierwotna forma?- zapytałam sama siebie.
-I tak, i nie. - odpowiedział głos z tylu.
Odwróciłam się i natychmiast tego pozalowalam.
Obok była postać ze światła. Nie dało się tego inaczej określić.
Światło płynęło, że wszystkich stron i otulało mnie swą poświatą.
Po raz pierwszy od tak wiele, wielu lat poczułam, że wszystko będzie dobrze.
-Isabelle. -głos był tak miękki.
Mogłabym go słuchać godzinami.
-Isabelle. - głos był bardziej natarczywy.
Spróbowałam skupić się na postaci, ignorując poczucie ulgi i radości.
-Taaak? - zapytałam rozmarzonym glosem.
Anioł otworzył usta.
I wdety pojawiła się ciemność.
Nie była już taka sama, przyjemnai ciepła.
Ta, była nieprzyjemna, wręcz przerażająca.
W powietrzu wisiało napięcie.
-Nie słuchaj aniołów. -powiedział głos Lilith. -To zdradliwe istoty. -dokończyła moja matka.
Po chwili spadłam na ziemię. Do świata rzeczywistości.
Gdy tylko oprzytomnialam do przyszło mi pytanie.
Co było tak ważne, że chciał mnie przedtem ostrzec?
(Lucyfer?
Jak to imię pięknie wpasowalo się do kontekstu :-) )
Spróbowałam skupić się na postaci, ignorując poczucie ulgi i radości.
-Taaak? - zapytałam rozmarzonym glosem.
Anioł otworzył usta.
I wdety pojawiła się ciemność.
Nie była już taka sama, przyjemnai ciepła.
Ta, była nieprzyjemna, wręcz przerażająca.
W powietrzu wisiało napięcie.
-Nie słuchaj aniołów. -powiedział głos Lilith. -To zdradliwe istoty. -dokończyła moja matka.
Po chwili spadłam na ziemię. Do świata rzeczywistości.
Gdy tylko oprzytomnialam do przyszło mi pytanie.
Co było tak ważne, że chciał mnie przedtem ostrzec?
(Lucyfer?
Jak to imię pięknie wpasowalo się do kontekstu :-) )
poniedziałek, 21 września 2015
Od Izzy do Lucyfera
-Jestem Iz. - prychnęłam - Po co tu jesteś?
-Chciałbym dołączyć -odrzekł niezrażony moją odpowiedzią.
Przewróciłam oczami.
-Właśnie zostałeś przyjęty.
Dziwnie na mnie spojrzał.
-Jesteś Alphą?
Podniosłam jedną brew do góry. (Tak, tak właśnie to zrobiłam)
-Nie.
-To skąd możesz wiedzieć, że jestem przyjęty.
Wzięłam baardzo głęboki oddech.
-Może przestałbyś zadawać głupie pytania?
-Oprowadzisz mnie?
Druga brew też poszła do góry.
-Jak grochem o ścianę- mruknęłam, ale ruchem kazałam mu iść za mną.
Oprowadziłam go po moich ulubionych miejscach.
Rzeka Krwi, Las Ducha i Most Lilith.
W sumie to nie wyglądał na przerażonego, co trochę mnie zawiodło, ale nie dałam niczego po sobie poznać.
-A teraz wybacz - zaczęłam - Muszę się już zbierać.
-Gdzie idziesz?
-Na granicach watahy czyhają demony. Trzeba się ich pozbyć.
Zacisnął szczęki.
-Idę z tobą.
<cd. Lucyfer
Już nie jesteś zablokowany :-)>
-Chciałbym dołączyć -odrzekł niezrażony moją odpowiedzią.
Przewróciłam oczami.
-Właśnie zostałeś przyjęty.
Dziwnie na mnie spojrzał.
-Jesteś Alphą?
Podniosłam jedną brew do góry. (Tak, tak właśnie to zrobiłam)
-Nie.
-To skąd możesz wiedzieć, że jestem przyjęty.
Wzięłam baardzo głęboki oddech.
-Może przestałbyś zadawać głupie pytania?
-Oprowadzisz mnie?
Druga brew też poszła do góry.
-Jak grochem o ścianę- mruknęłam, ale ruchem kazałam mu iść za mną.
Oprowadziłam go po moich ulubionych miejscach.
Rzeka Krwi, Las Ducha i Most Lilith.
W sumie to nie wyglądał na przerażonego, co trochę mnie zawiodło, ale nie dałam niczego po sobie poznać.
-A teraz wybacz - zaczęłam - Muszę się już zbierać.
-Gdzie idziesz?
-Na granicach watahy czyhają demony. Trzeba się ich pozbyć.
Zacisnął szczęki.
-Idę z tobą.
<cd. Lucyfer
Już nie jesteś zablokowany :-)>
sobota, 12 września 2015
Od Izzy do Tene
Bracia Ognia?
Tym razem dam im wycisk. Mam już ich na prawdę dosyć.
Jesteś pewna? odzywa się w mojej głowie Tene
Podniosłąm jedną brew do góry.
Uśmiechnęłam się.
Są trochę zbyt rozluźnieni.
I myślą ,że nadal nie stanowię dla nich zagrożenia.
Duży błąd. Zaatakowali mnie na moim terytorium. W pełni sił. Z możliwością dużych posiłków.
I nie można też zapomnieć o mojej mamusi. W prawdzie nie wygląda na zbyt troskliwą... ale zawsze.
-Hej, ty!
Odwróciłam się.
-Czego?
-Jesteś Isabelle?
Zrobiłam wielkie oczy.
-Nie! Mam na imię Megan i bardzo nie lubię Iz. - wysyczałam.
Popatrzył na mnie dziwnie.
-Nie wierzysz mi? Zawsze możesz to sprawdzić. -uśmiechnęłam się złowieszczo.
Chyba się zdziwił.
-Jak?
Stworzyłam na ustach coś co miało przypominać uśmiech.
-Zaraz zobaczysz.
Zmrużyłam oczy i przygotowałam się do skoku.
Zawsze atakuj pierwsza.
Można odhaczyć.
Rzuciłam się na niego i wgryzłam się w czerwone futro.
Zaraz puściłam je i krzyknęłam. Nie wiedziałam ,że potrafi się zapalić.
A jednak.
-I co, złotko? Nie podoba ci się moja nowa sztuczka?
Nie przyszła mi do głowy odpowiednio miażdząca riposta, więc zaatakowałam go ponownie.
Tym razem i ja zaczęłam bawić się magią.
Skoncetrowałam się na konkretnym kawałku jego sierści.
Wyszło mi nawet lepiej niż mogłabym się spodziewać.
Odskoczył, zaskoczony zmianą temperatury.
-Chyba pora trochę zmienić klimat tej imprezy- rzuciłam.
Kiepsko, siostrzyczko. Stać cię na więcej.
Przymknij pysk, Tene i przyjdź mi pomóc.
Oczami wyobraźni widziałam jak kręci głową.
Nie pomogłabym ci nawet gdybyś poprosiła mnie ładniej. Mam własny problem.
Druga brew powędrowała w górę. To dopiero było poetyckie.
-A żebyś wiedziała. -usłyszałam z prawej.
-No w końcu.
We dwójkę poszło szybciej. Ja zamrażałam i przytrzywałam. Przyjaciółce zostawiłam rozszarpywanie gardła.
Chciałam się właśnie upewnić, czy na pewno jest martwy, gdy poczułam mocne uderzenie w głowę.
(Tene? Proszę postaraj się odpisać trochę lepiej.
Obie wiemy na co cię stać. Oglądanie poprzedniego opowiadania nie było szczególnie ekscytujące...
;-( :-( :-( )
Tym razem dam im wycisk. Mam już ich na prawdę dosyć.
Jesteś pewna? odzywa się w mojej głowie Tene
Podniosłąm jedną brew do góry.
Uśmiechnęłam się.
Są trochę zbyt rozluźnieni.
I myślą ,że nadal nie stanowię dla nich zagrożenia.
Duży błąd. Zaatakowali mnie na moim terytorium. W pełni sił. Z możliwością dużych posiłków.
I nie można też zapomnieć o mojej mamusi. W prawdzie nie wygląda na zbyt troskliwą... ale zawsze.
-Hej, ty!
Odwróciłam się.
-Czego?
-Jesteś Isabelle?
Zrobiłam wielkie oczy.
-Nie! Mam na imię Megan i bardzo nie lubię Iz. - wysyczałam.
Popatrzył na mnie dziwnie.
-Nie wierzysz mi? Zawsze możesz to sprawdzić. -uśmiechnęłam się złowieszczo.
Chyba się zdziwił.
-Jak?
Stworzyłam na ustach coś co miało przypominać uśmiech.
-Zaraz zobaczysz.
Zmrużyłam oczy i przygotowałam się do skoku.
Zawsze atakuj pierwsza.
Można odhaczyć.
Rzuciłam się na niego i wgryzłam się w czerwone futro.
Zaraz puściłam je i krzyknęłam. Nie wiedziałam ,że potrafi się zapalić.
A jednak.
-I co, złotko? Nie podoba ci się moja nowa sztuczka?
Nie przyszła mi do głowy odpowiednio miażdząca riposta, więc zaatakowałam go ponownie.
Tym razem i ja zaczęłam bawić się magią.
Skoncetrowałam się na konkretnym kawałku jego sierści.
Wyszło mi nawet lepiej niż mogłabym się spodziewać.
Odskoczył, zaskoczony zmianą temperatury.
-Chyba pora trochę zmienić klimat tej imprezy- rzuciłam.
Kiepsko, siostrzyczko. Stać cię na więcej.
Przymknij pysk, Tene i przyjdź mi pomóc.
Oczami wyobraźni widziałam jak kręci głową.
Nie pomogłabym ci nawet gdybyś poprosiła mnie ładniej. Mam własny problem.
Druga brew powędrowała w górę. To dopiero było poetyckie.
-A żebyś wiedziała. -usłyszałam z prawej.
-No w końcu.
We dwójkę poszło szybciej. Ja zamrażałam i przytrzywałam. Przyjaciółce zostawiłam rozszarpywanie gardła.
Chciałam się właśnie upewnić, czy na pewno jest martwy, gdy poczułam mocne uderzenie w głowę.
(Tene? Proszę postaraj się odpisać trochę lepiej.
Obie wiemy na co cię stać. Oglądanie poprzedniego opowiadania nie było szczególnie ekscytujące...
;-( :-( :-( )
środa, 1 lipca 2015
Od Izzy do Tene
Płomień przygasał.
Dziwne, pomyślałam jeszcze nie spłonęłam.
No cóż, to chyba tym lepiej dla mnie.
Na wszelki wypadek otoczyłam się lekką warstwą szronu.
Nie, nie płonę. Przynajmniej fizycznie.
Bo w głowie pojawiło się palące podświadomość pytanie. Gdzie jest Tene?
3 głębokie oddechy.
Oczywistym jest ,że Tene się obwinia.
(Nie chce nic mówić, ale chyba ma to po mnie...)
Zaraz, zaraz. Pomyślmy, gdzie można znaleźć parabatai demona?
Hmm.... Nad rzeką krwi?
Nie, to zbyt mało oryginalne...
Może w tamtym zameczku z upiorami?
Nie, nie. Zbyt mało hartkorowe.
Mam!
Na sto procent jest na tym mostu, na którym pojawiła się moja słociuchna mamuśka.
Pobiegłam w naaaaaaajbardziej miłe miejsce w watasze.
Oczywiście była tam moja przyjaciółka.
I oczywiście obwiniała się.
(Tenuś?)
Dziwne, pomyślałam jeszcze nie spłonęłam.
No cóż, to chyba tym lepiej dla mnie.
Na wszelki wypadek otoczyłam się lekką warstwą szronu.
Nie, nie płonę. Przynajmniej fizycznie.
Bo w głowie pojawiło się palące podświadomość pytanie. Gdzie jest Tene?
3 głębokie oddechy.
Oczywistym jest ,że Tene się obwinia.
(Nie chce nic mówić, ale chyba ma to po mnie...)
Zaraz, zaraz. Pomyślmy, gdzie można znaleźć parabatai demona?
Hmm.... Nad rzeką krwi?
Nie, to zbyt mało oryginalne...
Może w tamtym zameczku z upiorami?
Nie, nie. Zbyt mało hartkorowe.
Mam!
Na sto procent jest na tym mostu, na którym pojawiła się moja słociuchna mamuśka.
Pobiegłam w naaaaaaajbardziej miłe miejsce w watasze.
Oczywiście była tam moja przyjaciółka.
I oczywiście obwiniała się.
(Tenuś?)
czwartek, 11 czerwca 2015
Od Izzy do Tene
Moje oczy nie chciały się otworzyć. Ból rozłupywał mi czaszkę.
Powoli podniosłam powieki. Na dworze słychać było krzyki. Wybiegłam. Wszędzie płonął czarny ogień. Wilki krzyczały. Nocną ciszę rozrywały piski pełne bólu i cierpienia.
Tempestas stała obok.Patrzyła się na to ze spokojem. Pokryta czarnym futrem.
Więc jednak to zrobiła. Przeszła na jego stronę.
Stała się demonem. Prawdziwym. Demonem. Potworem.
Uśmiecha się do mnie.
Zadowolona?- pyta
Łzy lecą po mojej twarzy.
Słyszę krzyk. A po nim…
Jest…
Już…
Tylko…
Cisza
Martwa. Ona jest martwa. Nie wierzę. Ona płonie. Ona krzyczy. Łzy mieszają się z płomieniami.
Płoniemy obie. Jej spalone futro.
I jej głos. Taki zachrypnięty.
-Izz.-kaszle - Nie wierz w to. To tylko halucynacja. To się nie dzieje naprawdę. To przez ognistych. - jej głos cichnie ,jakby te słowa wyczerpały ją doszczętnie. - Zaatakowali Cię.
I upada.
Więc czemu czuję ból? - krzyczę bezgłośnie - Czemu czuję ogień wokół nas i pustkę w środku? Czemu nic się nie udało?- mój głos niesłyszalny głos zanika
-Powiedz Tene, Dlaczego? -szepczę. - Czemu? Czemu Ty?
Łzy mieszają się z popiołem. Krew z płomieniem. Krzyk z ciszą.
Jeśli to jest życie to ja chcę umrzeć.
Bo umieram. W ogniach piekła.
I w ogniu mojego własnego sumienia. Że nigdy nie miałam odwagi ,by się zabić.
(Tene? To na pewno halucynacja? Jesteś pewna ,że przypadkiem nie wsypałaś mi żadnego białego proszku do herbaty? :-) )
środa, 27 maja 2015
Od Izzy do Tene
Powoli przechadzałam sie po watasze. Tene została gdzieś z tyłu a ja miałam dość dużo własnych problemów i wcale nie miałam zamiaru się nikomu spowiadać.
Nawet Tene?
Moje myśli ni dawały mi spokoju.
Nie.
Potrząsnęłam głową i spróbowałam wtopić się w normalne życie watahy.
Renne stała na uboczu i cichutko rozmawiała z Willem.
Widać było ,że jej nieśmiałość daje jej się we znaki. Gdy tylko zobaczyła mnie, spojrzała na mnie błagalnym wzrokiem mówiącym:
“Proszę, zajmij go czymś żebym mogła ucieć…”
Pokręciłam głową i uśmiechnęłam się w myślach.
Trochę dalej stała Tempess z jakimś skrzydlatym basiorem ,który wyraźnie wpływał jej na nerwy. Odpowiadała mu bardzo zdawkowanym tonem i co chwila przewracała oczami.
Ach, ta moja siostrzyczka. Jak zawsze nie do poprawienia.
Zza laskiem jakaś wadera gadała z Araszim. To był chyba ten od smoków…
Znów popadłam w zamyślenie.
Wyrwał mnie z niego głos Tene. Rozejrzałam się. Zatrzymała ją jakaś wadera i zaczęły rozmowę. Wydawało mi się ,że to Lotte.
Następnie usłyszałam rozmowę dwóch cichych głosów. Dobiagały one z jaskini w której były Exelie i Eleonora. Biedne, chyba obie się rozchorowały…
-Izz!
Odwróciłam się.
-Izz, szukam Cię po całej watasze!
Całej? I to dosłownie.
Zaśmiałam się.
-Dlaczego?
-Poszłaś tak sobie i zostawiłaś mnie tam.
-No bo wiesz.... -zawiesiłam głos, zdając sobie sprawę ,że wszyscy się na nas patrzą.
Tene też to zauważyła i delikatnym ruchem wciągnęła mnie w krzaki. Dalej rozmawiałyśmy szeptem.
-Boję się ,że coś Ci zrobię.
-Że uznasz ,że jestem ciastkiem i mnie zjesz?
Roześmiałam się.
-Nie. Boję się ,że moja matka wykorzysta mnie ,by Cię opętać.- rzekłam wczuwając się w jakiś intensywny zapach.
-A ja boję się ,że ogniści tu wrócą i narobią zamieszania.
-Och. -nie pomyślałam o tym.
-No widzisz. Każda z nas ma jakiś strach.
-Wiem.-ziewnęłam.
Było już póżno a my nadal stałyśmy w tych krzakach. Zaczęło robić się zimno.
-Może pójdziemy do jakiejś jaskini?
-To dobry pomysł. Tylko jest jeden problem. Nasze nory są po drugiej stronie watahy. Najbliższa jest mojej siostry. I to i tak 20 kilometrów stąd.
-Może po prostu prześpimy się tutaj?
-Nie sądzę żeby to był dobry pomysł. Czuję jakieś nieznane zapachy. To pewne słudzy ognistych.
-Ok. westchnęła kiwając głową.
Zmęczone i wyczerpane ruszyłyśmy w stronę odludnego mieszkanka Tempess…
(Tene?)
czwartek, 14 maja 2015
od Izzy do Tene
-Jaki był Twój sen?!? Nie okłamuj mnie Iz. Wiem kiedy to robisz.
Milczałam, niespokojnie krążyć wokół mojej przyjaciółki.
Ta przyglądała mi się i wydawała się jakby... zmartwiona?
-Wiesz jak to jest być demonem?- skrzywiła się.
Nie odpowiedziała.
-Nie?-spytałam, udając zdziwienie. -Więc Cię oświecę.
Zrobiłam długą pauzę, by rozkoszować się jej miną. Rzeczywiście żywię się bólem...
-Bycie demonem nie polega na tym, że chwytasz się wszelkich możliwych środków by przeżyć. Bycie demonem polega na tym, że przez własną próżność odtrąca się jakąkolwiek pomoc, rezygnując z wszelkich przejawów dobroci. To palić sznurek, który ktoś wrzuca nam do szczeliny, w którą sami się wcisnęliśmy. To pogardzać wszystkimi, którzy obracają twarz ku słońcu i z uśmiechem chwytają dłoń bliźniego, skłonną do pomocy. A jako, że ludzie są egoistyczni i robią wszystko by przetrwać, demony pogardzają nimi.
Być demonem to zabijać dla zabawy. Być demonem to żywić się bólem i cieszyć gdy ktoś płacze. Być demonem to znaczy nawet nieświadomie sprawiać ból. A później śmiać się z tego. To przykre Tenn, ale to właśnie jest być demonem. A ja nim jestem.
Zapadła długa, niezręczna cisza.
-Nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
-Co mi się śniło? Właśnie to. Śniło mi się ,że jem ciasteczka ,a Ty mi je zabierasz ,a później -nie wiedziałam jak to wytłumaczyć - Później okazało się ,że słodycze to był czyjś ból. - to brzmiało bez sensu.
Ale moja parabatai milczała. Poszłam więc rozejrzeć się po okolicy. Byłyśmy dwieście kilometrów od watahy. I na razie ta okrojona wersja snu musi zawisnąć między nami.
Bo wiem ,że na więcej się nie zdobędę.
(Tene?)
Milczałam, niespokojnie krążyć wokół mojej przyjaciółki.
Ta przyglądała mi się i wydawała się jakby... zmartwiona?
-Wiesz jak to jest być demonem?- skrzywiła się.
Nie odpowiedziała.
-Nie?-spytałam, udając zdziwienie. -Więc Cię oświecę.
Zrobiłam długą pauzę, by rozkoszować się jej miną. Rzeczywiście żywię się bólem...
-Bycie demonem nie polega na tym, że chwytasz się wszelkich możliwych środków by przeżyć. Bycie demonem polega na tym, że przez własną próżność odtrąca się jakąkolwiek pomoc, rezygnując z wszelkich przejawów dobroci. To palić sznurek, który ktoś wrzuca nam do szczeliny, w którą sami się wcisnęliśmy. To pogardzać wszystkimi, którzy obracają twarz ku słońcu i z uśmiechem chwytają dłoń bliźniego, skłonną do pomocy. A jako, że ludzie są egoistyczni i robią wszystko by przetrwać, demony pogardzają nimi.
Być demonem to zabijać dla zabawy. Być demonem to żywić się bólem i cieszyć gdy ktoś płacze. Być demonem to znaczy nawet nieświadomie sprawiać ból. A później śmiać się z tego. To przykre Tenn, ale to właśnie jest być demonem. A ja nim jestem.
Zapadła długa, niezręczna cisza.
-Nadal nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
-Co mi się śniło? Właśnie to. Śniło mi się ,że jem ciasteczka ,a Ty mi je zabierasz ,a później -nie wiedziałam jak to wytłumaczyć - Później okazało się ,że słodycze to był czyjś ból. - to brzmiało bez sensu.
Ale moja parabatai milczała. Poszłam więc rozejrzeć się po okolicy. Byłyśmy dwieście kilometrów od watahy. I na razie ta okrojona wersja snu musi zawisnąć między nami.
Bo wiem ,że na więcej się nie zdobędę.
(Tene?)
od Izzy do Tene
Zalały mnie wspomnienia.
Przede mną stał talerz. Mnóstwo talerzy i kubków. Byłam człowiekiem. Tuz pod moim nosem stała kawa z mlekiem. Spróbowałam jej. Była mleczna i słodka. Zebrałam śmietanę z góry i pochłonęłam ją. Była doskonale ubita. Wzięłam do ręki talerz polany czekoladą. I zaczęłam powoli rozkoszować się jej czekoladowym smakiem. W pośpiechu zjadłam tacę pełną babeczek z pysznym,różowym kremem na czubku. Następnie zabrałam się za pokrojone manga. Winogronka leżały na rogu stołu. Kolejne liczi znikało w moich ustach. Zobaczyłam lody.
Po zjedzeniu trzech opakowań tych pyszności zrobiło mi się zimno.
Upiłam łyk rozgrzewającej herbaty z imbirem i pomarańczą. Rozkosz opanowała całe moje ciało.
Więcej. Więcej i więcej. Tego chce.
Nagle do mojego pokoju weszła Tene w postaci bardzo ładnej blondynki o włosach sięgających do ramion.
-Poczęstuj się.-powiedziałam pokazując stół.
-Izz! Co Ty wyrabiasz! -zaczęła wrzeszczeć jak opętana.- Przestań proszę! Proszę! Błagam Cię!
-Co zrobiłam?
-Izz. Czy Ty jesteś ślepa? Nie widzisz tego? Wiesz jak oni musieli cierpieć!?! Izz! Błagam.
-Ale ja tylko...
-Błągam Cię.- powiedziała i zabrała mój stół na którym właśnie pojawiła się pizza.
Wiedziałam ,że niby już dużo zjadłam ,ale nawet tego nie poczułam. Jeśli nie zjem czegoś to wykończy mnie głód.
Zaczęłam gonić Tene. Gdy mnie zobaczyła pisnęła i zaczęła biec szybciej. Choć ona była obciążona byłam pewna ,że nie dam rady jej dogonić. Zawsze byłam najgorsza w sportach.
Zatrzymałam się, słaniając się z głodu. Nagle zobaczyłam ciastko na talerzyku. Chwyciłam je i łapczywie zjadłam.
Obudziłam się w klatce. Przede mną stała płacząca Tene. Z każda jej łzą w moim więzieniu pojawiało się nowe ciasteczko. Nie były takie dobre jak tamte ,ale trudno.
-Tene! Pomóż mi stąd uciec.-głośno szepnęłam.
Potrząsnęła głową.
-Przykro mi Isabello.- Z jej oczu tryskał smutek.-To zbyt niebezpieczne.
-Tene?- mój głos był wypłukany z emocji.- Dlaczego?
-Uwierz mi.-chlipnęła- To dla Twojego dobra.
Dziewięcioletnia dziewczynka. Płacze. Właśnie podpalili jej młodszego brata. Ktoś się śmieje. Zaraz mu przyłożę. Rozejrzałam się. Nikogo nie było już tu nie było. Śmiech była nadal.
Zdałam sobie sprawę ,że to ja się śmieję.
1 ciasteczko na stole.
Kobieta patrzy jak zarzynają jej syna. Śmiech. Mój. Jej rozpacz.
2 ciasteczka.
Krew tryska z jej ran. A oni ją biczują dalej. Ona krzyczy. Oni się śmieją. Ona błaga o litość. Oni są bezwzględni.
3 ciasteczka.
Tene płacze patrząc na mnie. Mówi ,że jestem potworem.
4 pyszne ciasteczka. Wykonane z cierpienia.
Stół jest pusty. Zero jedzenia. A głód mnie zabija. Tylko pusty talerz. Prawie idealnie czysty. Ma jeszcze napis. Wykonany z różowego lukrowego.
Że zniszczę świat. A Ty go uratujesz.
Że jestem potworem.
Lubię żywić się bólem. Geny demonów to tylko usprawiedliwienie.
Pamiętam wszystkie.
Wykonane z cierpienia.
Bólu. Krwi.
I łez.
Przede mną stał talerz. Mnóstwo talerzy i kubków. Byłam człowiekiem. Tuz pod moim nosem stała kawa z mlekiem. Spróbowałam jej. Była mleczna i słodka. Zebrałam śmietanę z góry i pochłonęłam ją. Była doskonale ubita. Wzięłam do ręki talerz polany czekoladą. I zaczęłam powoli rozkoszować się jej czekoladowym smakiem. W pośpiechu zjadłam tacę pełną babeczek z pysznym,różowym kremem na czubku. Następnie zabrałam się za pokrojone manga. Winogronka leżały na rogu stołu. Kolejne liczi znikało w moich ustach. Zobaczyłam lody.
Po zjedzeniu trzech opakowań tych pyszności zrobiło mi się zimno.
Upiłam łyk rozgrzewającej herbaty z imbirem i pomarańczą. Rozkosz opanowała całe moje ciało.
Więcej. Więcej i więcej. Tego chce.
Nagle do mojego pokoju weszła Tene w postaci bardzo ładnej blondynki o włosach sięgających do ramion.
-Poczęstuj się.-powiedziałam pokazując stół.
-Izz! Co Ty wyrabiasz! -zaczęła wrzeszczeć jak opętana.- Przestań proszę! Proszę! Błagam Cię!
-Co zrobiłam?
-Izz. Czy Ty jesteś ślepa? Nie widzisz tego? Wiesz jak oni musieli cierpieć!?! Izz! Błagam.
-Ale ja tylko...
-Błągam Cię.- powiedziała i zabrała mój stół na którym właśnie pojawiła się pizza.
Wiedziałam ,że niby już dużo zjadłam ,ale nawet tego nie poczułam. Jeśli nie zjem czegoś to wykończy mnie głód.
Zaczęłam gonić Tene. Gdy mnie zobaczyła pisnęła i zaczęła biec szybciej. Choć ona była obciążona byłam pewna ,że nie dam rady jej dogonić. Zawsze byłam najgorsza w sportach.
Zatrzymałam się, słaniając się z głodu. Nagle zobaczyłam ciastko na talerzyku. Chwyciłam je i łapczywie zjadłam.
***
Obudziłam się w klatce. Przede mną stała płacząca Tene. Z każda jej łzą w moim więzieniu pojawiało się nowe ciasteczko. Nie były takie dobre jak tamte ,ale trudno.
-Tene! Pomóż mi stąd uciec.-głośno szepnęłam.
Potrząsnęła głową.
-Przykro mi Isabello.- Z jej oczu tryskał smutek.-To zbyt niebezpieczne.
-Tene?- mój głos był wypłukany z emocji.- Dlaczego?
-Uwierz mi.-chlipnęła- To dla Twojego dobra.
***
Dziewięcioletnia dziewczynka. Płacze. Właśnie podpalili jej młodszego brata. Ktoś się śmieje. Zaraz mu przyłożę. Rozejrzałam się. Nikogo nie było już tu nie było. Śmiech była nadal.
Zdałam sobie sprawę ,że to ja się śmieję.
1 ciasteczko na stole.
Kobieta patrzy jak zarzynają jej syna. Śmiech. Mój. Jej rozpacz.
2 ciasteczka.
Krew tryska z jej ran. A oni ją biczują dalej. Ona krzyczy. Oni się śmieją. Ona błaga o litość. Oni są bezwzględni.
3 ciasteczka.
Tene płacze patrząc na mnie. Mówi ,że jestem potworem.
4 pyszne ciasteczka. Wykonane z cierpienia.
***
Stół jest pusty. Zero jedzenia. A głód mnie zabija. Tylko pusty talerz. Prawie idealnie czysty. Ma jeszcze napis. Wykonany z różowego lukrowego.
Demony żywią się bólem.
***
-To co w końcu Ci się śniło, Izz?
-Nie pamiętam wielu szczegółów.
-Chociaż ogólnie- poprosiła.
-Jadłam ciastka.
-Czekaj. Ty też to słyszysz?
(Tene? Jeśli jeszcze raz tak krótko odpiszesz to Cię... uduszę.
Popatrz jak ja się dla Ciebie staram.)
niedziela, 10 maja 2015
od Izzy do Tene
Samozapłon (hihihi)
telekineza
wykrywanie kłamstw
-Więc to będziesz Ty!-wrzasnęłyśmy w tym samym momencie.
-Jak ja? Ty!-odkrzyknęłyśmy sobie.
Tenebrae chyba się zbulwersowała.
-Ty dostałaś lepsze moce. To nie fair.
-Ale Ty masz większą magię w sobie.
Wyglądało na to ,że żadna z nas nie łapie o co chodzi tej drugiej.
Zamilkłyśmy.
-To może wytłumaczysz mi tę przepowiednię jeszcze raz?-zapytałam wyłącznie ,by zyskać chwilową zgodę między nami.
-Ok. Według mnie chodzi o to ,że któraś z nas rozwali świat. W sensie ta ,która ma większą moc.
-Dobrze-zaczęłam delikatnie- ja myślę ,że razem rozwalimy świat. Ja jestem półdemonem a Ty masz wielką moc.
Tene uśmiechnęła się.
-Nie zależnie od tego co się stanie na pewno sobie poradzimy.
-No wiesz- udałam ,że się zastanawiam- nie ręczę za siebie gdy będzie chciało mi się jeść.
Moja towarzyszka wybuchnęła w 100% prawdziwym śmiechem. Uśmiechnęłam się i zwinęłam w kłębek.
-Dobranoc, Tene.
-Do... bra... no... - śmiech nie pozwalał jej nic powiedzieć.
W końcu poddała się i pozwoliła sobie na dalszy ciąg głupawki.
A moje myśli stawały się coraz mniej jasne. Usnęłam z nikłym uśmiechem błąkającym się po ustach.
(Tene? Idź lulu :-P)
telekineza
wykrywanie kłamstw
-Więc to będziesz Ty!-wrzasnęłyśmy w tym samym momencie.
-Jak ja? Ty!-odkrzyknęłyśmy sobie.
Tenebrae chyba się zbulwersowała.
-Ty dostałaś lepsze moce. To nie fair.
-Ale Ty masz większą magię w sobie.
Wyglądało na to ,że żadna z nas nie łapie o co chodzi tej drugiej.
Zamilkłyśmy.
-To może wytłumaczysz mi tę przepowiednię jeszcze raz?-zapytałam wyłącznie ,by zyskać chwilową zgodę między nami.
-Ok. Według mnie chodzi o to ,że któraś z nas rozwali świat. W sensie ta ,która ma większą moc.
-Dobrze-zaczęłam delikatnie- ja myślę ,że razem rozwalimy świat. Ja jestem półdemonem a Ty masz wielką moc.
Tene uśmiechnęła się.
-Nie zależnie od tego co się stanie na pewno sobie poradzimy.
-No wiesz- udałam ,że się zastanawiam- nie ręczę za siebie gdy będzie chciało mi się jeść.
Moja towarzyszka wybuchnęła w 100% prawdziwym śmiechem. Uśmiechnęłam się i zwinęłam w kłębek.
-Dobranoc, Tene.
-Do... bra... no... - śmiech nie pozwalał jej nic powiedzieć.
W końcu poddała się i pozwoliła sobie na dalszy ciąg głupawki.
A moje myśli stawały się coraz mniej jasne. Usnęłam z nikłym uśmiechem błąkającym się po ustach.
(Tene? Idź lulu :-P)
od Izzy do Tene
W mojej głowie szybko zmaterializował się plan. Przedstawiłam go mojej przyjaciółce. Ta zaś pomogła mi dopracować szczegóły. Po chwili obydwie byłyśmy już w naszych pokojach.
Chwile mijały bardzo wolno.
1 minuta
2 minuta
3 minuta
4 minuta
6 minuta
...
123 minuta
Jest północ.
Lód wspina się po drzwiach. Muszę utrzymać moją moc w moich ryzach. Złoto rozpryskje sie na milion kawałeczków. Alarm oświetla wszystko i zmienia złoty na czerwień.
Na mojej drodze stoi kilka wilków. Pierwszemu rozszarpuje gardło i rozkoszuję się smakiem krwi. Resztę odpycham mocą i bięgnę dalej. Wywarzam kolejne drzwi. I kolejne . I kolejne.
Świeże powietrze uderza w moje nozdrza. Biorę głęboki oddech.
I biegnę obok Tenebrae.
Rzucam ostatnie, zabójcze spojrzenie w stronę budynku i bięgnę.
Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę.
Czas płynie za szybko. Gonią nas. Brakuje mi tchu.
Minęło sześć godzin. Ogniści próbują przeprawić się przez rzekę. Mają za dużo ciężkiego sprzętu.
Uciekamy od ośmiu godzin. Wschód dał nam przewagę. Dzięki wodzie.
Jeszczeaż sześćset kilometrów do watahy.
Musimy się pośpieszyć.
(Tene? Śpiesz się :-P)
Chwile mijały bardzo wolno.
1 minuta
2 minuta
3 minuta
4 minuta
6 minuta
...
123 minuta
Jest północ.
Lód wspina się po drzwiach. Muszę utrzymać moją moc w moich ryzach. Złoto rozpryskje sie na milion kawałeczków. Alarm oświetla wszystko i zmienia złoty na czerwień.
Na mojej drodze stoi kilka wilków. Pierwszemu rozszarpuje gardło i rozkoszuję się smakiem krwi. Resztę odpycham mocą i bięgnę dalej. Wywarzam kolejne drzwi. I kolejne . I kolejne.
Świeże powietrze uderza w moje nozdrza. Biorę głęboki oddech.
I biegnę obok Tenebrae.
Rzucam ostatnie, zabójcze spojrzenie w stronę budynku i bięgnę.
Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę. Biegnę.
Czas płynie za szybko. Gonią nas. Brakuje mi tchu.
Minęło sześć godzin. Ogniści próbują przeprawić się przez rzekę. Mają za dużo ciężkiego sprzętu.
Uciekamy od ośmiu godzin. Wschód dał nam przewagę. Dzięki wodzie.
Jeszcze
Musimy się pośpieszyć.
(Tene? Śpiesz się :-P)
środa, 29 kwietnia 2015
Od Izzy do Tene
Nie wiem jak jeden wilkołak może tak zawrócić w mojej głowie.
Kolejne łzy lecą po mojej twarzy. Mam wrażenie ,że one zaraz wypalą moją skórę.
Cisza jest wszechobecna. Jestem sama. Moje uczucia niszczą mnie od środka.
Nienawidzę złota. Zaślepia ludzi. Niszczy miłość. Rodzi chciwość.
Chcę krzyczeć. Otwieram usta.
I
I
I
Nie mogę dobyć głosu. Nie potrafię krzyczeć.
Ludzkie uczucia...
Chowam się pod kołdrę i zamieniam w wilka.
I zaczynam skomleć. Jak mały szczeniak. Bez szczególnego sensu.
I zaczynam krzyczeć. To krzyk bez słów. To krzyk rozpaczy. Cierpienia. Bólu.
Jestem demonem. Powinnam żywić się czyimś bólem. A ja...
A ja zabijam się moim własnym.
Moje ręce są pocięte przez żyletkę.
Moje łapy rozszarpane przez zęby.
Moje rany są rozdrapane przez paznokcie.
Kolejne łzy lecą po mojej twarzy. Mam wrażenie ,że one zaraz wypalą moją skórę.
Cisza jest wszechobecna. Jestem sama. Moje uczucia niszczą mnie od środka.
Nienawidzę złota. Zaślepia ludzi. Niszczy miłość. Rodzi chciwość.
Chcę krzyczeć. Otwieram usta.
I
I
I
Nie mogę dobyć głosu. Nie potrafię krzyczeć.
Ludzkie uczucia...
Chowam się pod kołdrę i zamieniam w wilka.
I zaczynam skomleć. Jak mały szczeniak. Bez szczególnego sensu.
I zaczynam krzyczeć. To krzyk bez słów. To krzyk rozpaczy. Cierpienia. Bólu.
Jestem demonem. Powinnam żywić się czyimś bólem. A ja...
A ja zabijam się moim własnym.
Moje ręce są pocięte przez żyletkę.
Moje łapy rozszarpane przez zęby.
Moje rany są rozdrapane przez paznokcie.
Niech krew zastąpi łzy. Niech one mnie już nie ranią.
Nie wytrzymam następnego ciosu.
Poddam się.
Łzy lecą.
Leci krew.
Łzy lecą.
I nie przestaną.
.
..
.....
........
......
:
::
::::::
::::::::
::::::
::
::::::
::::::::
::::::
.
..
.....
........
......
Niech ktoś mnie zabije.
Niech skończy te mękę.
Zniszczy moje ciało zanim zrobią to moje uczucie.
Teraz wiem co czują anioły kiedy upadają.
(Tene?
Czy to już depresja ? :'-( )
wtorek, 28 kwietnia 2015
Od Izzy do Tene
Cały dzień przeleżałam w łóżku. Moja pościel jest wymieniona. Nie wiem czy istniał wczorajszy dzień. Nie ma po nim żadnych śladów.
Dzisiaj nikt po mnie nie przyszedł.
Cały dzień siedzie tu i usiłuję otworzyć drzwi. Nic z tego.
Jedyne co tu mam to złoto i... winogrona??? Wtf???
Ok. Złoto i winogrona.
Mam rozwaloną rękę i głowę pełną nieprawdopodobnych wspomnień.
I chcę już tylko:
Zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
o moim ognistym księciu z bajki...
Kocham go. TAK MOCNO ,ŻE MNIE TO PRZERAŻA. Boję się miłości.
Bo miłością najłatwiej zabić.
(Tene? Zimno zimno u mnie
I a propos zapominania:
Tak mi się skojarzyło)
Dzisiaj nikt po mnie nie przyszedł.
Cały dzień siedzie tu i usiłuję otworzyć drzwi. Nic z tego.
Jedyne co tu mam to złoto i... winogrona??? Wtf???
Ok. Złoto i winogrona.
Mam rozwaloną rękę i głowę pełną nieprawdopodobnych wspomnień.
I chcę już tylko:
Zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
zapomnieć zapomnieć
o moim ognistym księciu z bajki...
Kocham go. TAK MOCNO ,ŻE MNIE TO PRZERAŻA. Boję się miłości.
Bo miłością najłatwiej zabić.
(Tene? Zimno zimno u mnie
I a propos zapominania:
Tak mi się skojarzyło)
Od Izzy do Tene
Tene otworzyła oczy ze strachu i podbiegła do mnie.
-Izzy! Co Ty wyrabiasz?!?
Chyba naprawdę się wkurzyła...
-Pomóż mi! - wrzasnęła do basiora
Ten ,którego najwidoczniej zatkało podbiegł i wyrwał mi sztylet.
Posłusznie go puściłam.
A Tene się na mnie wydarła.
-Co Ty sobie myślisz?!? Że co możesz się tak po prostu zabić?!? Widzisz?!? Cały ten pokój jest w krwi!!!
-Przestań.
W drzwiach stał ognisty basior. Płonął. I to dosłownie.
-Przestań się wydzierać.
Rzucił ostro-porozumiewawcze spojrzenie. Tamten wziął ze sobą Tene.
Zostałam sam na sam z basiorem.
-Dlaczego to zrobiłaś?-w jego głosie pobrzmiewała czysta wściekłość.
-Bo było tu za złoto. A ja wolę czerwony. Wiesz? -mój głos ociekał jadem.
-Proszę. Dlaczego?- teraz był z kolei smutny.
-Dlaczego?!? Bo cały czas czuję ,że zaraz umrę... I że zabiorę ze sobą Tene.
Mój głos się zmienił. I potoczył echem po całym budynku.
-Jeśli ja nie pójdę do piekła to piekło przyjdzie do mnie.
-Co?
-Bo ja jestem zła.
I zamieniłam się w człowieka. On też.
I padliśmy na złoto-krwiste łóżko.
I zaczęliśmy się całować.
-Przyrzeknij mi ,że już nigdy nie będziesz singielką.
-Obiecuję.
(Tene? U Ciebie też gorąco?XD)
-Izzy! Co Ty wyrabiasz?!?
Chyba naprawdę się wkurzyła...
-Pomóż mi! - wrzasnęła do basiora
Ten ,którego najwidoczniej zatkało podbiegł i wyrwał mi sztylet.
Posłusznie go puściłam.
A Tene się na mnie wydarła.
-Co Ty sobie myślisz?!? Że co możesz się tak po prostu zabić?!? Widzisz?!? Cały ten pokój jest w krwi!!!
-Przestań.
W drzwiach stał ognisty basior. Płonął. I to dosłownie.
-Przestań się wydzierać.
Rzucił ostro-porozumiewawcze spojrzenie. Tamten wziął ze sobą Tene.
Zostałam sam na sam z basiorem.
-Dlaczego to zrobiłaś?-w jego głosie pobrzmiewała czysta wściekłość.
-Bo było tu za złoto. A ja wolę czerwony. Wiesz? -mój głos ociekał jadem.
-Proszę. Dlaczego?- teraz był z kolei smutny.
-Dlaczego?!? Bo cały czas czuję ,że zaraz umrę... I że zabiorę ze sobą Tene.
Mój głos się zmienił. I potoczył echem po całym budynku.
-Jeśli ja nie pójdę do piekła to piekło przyjdzie do mnie.
-Co?
-Bo ja jestem zła.
I zamieniłam się w człowieka. On też.
I padliśmy na złoto-krwiste łóżko.
I zaczęliśmy się całować.
-Przyrzeknij mi ,że już nigdy nie będziesz singielką.
-Obiecuję.
(Tene? U Ciebie też gorąco?XD)
Subskrybuj:
Posty (Atom)